czwartek, 25 czerwca 2026

Dwie dekady, tęsknota i pamięć.

Przepracowała w SOS-ie dwie dekady. Nigdy nie pchała się na pierwszy plan. Nie szukała atencji. Po cichu i cierpliwie robiła swoją robotę. Uczyła angielskiego. Ma swój ogromny udział w wyśrubowaniu na wysoki poziom nauczania języków obcych w LXI LO. Częściej zdarzało jej się pracować z grupami mniej zaawansowanymi. I to jest właśnie prawdziwa sztuka - pomóc w podniesieniu kompetencji tym, którym uczenie się niekoniecznie idzie „jak z płatka”. Umiała to robić.

 Przepracowała w SOS-ie dwie dekady. Ma ogromny temperament. Nie wierzycie? Popatrzcie na zdjęcia i filmy ze studniówek! Ma ogromny temperament, ale ma w sobie również coś tonizującego. Działa stabilizująco. Nie sposób przypomnieć sobie awantury z jej udziałem. Nie sposób przypomnieć sobie, żeby uczniowie się na nią skarżyli, choć było wiadomo, że ciśnie.

Przepracowała w SOS-ie dwie dekady. Również jako wychowawczyni. Cierpliwie słuchała młodych, rozmawiała, tłumaczyła. Wszyscy wiedzieli, że zna życie i można z nią pogadać na każdy temat. Osiągnęła mistrzostwo w dyscyplinie „praca w parach”. Współtworzyła niezapomniane duety wychowawcze z Teresą Gnoińską, Marianką Zawadzką, Antkiem Strzemiecznym, a w ostatnim czasie z Gosią Sieradzką. Stała się mentorką kolejnego pokolenia anglistów.

Przepracowała w SOS-ie dwie dekady. Ma zmysł estetyczny. Lubi aranżować przestrzenie, lubi zajmować się roślinami. Sale lekcyjne, w których działała (sala 103 przy Rzymowskiego, sala 220 przy Różanej) miały swój charakter. Stopniowo robiły się „przyjemne dla oka” i przytulne. Było w nich jak w domu.

Przepracowała w SOS-ie dwie dekady. Przez wiele lat trudziła się nad planem lekcji. Pogodzić wymóg sensownego funkcjonowania szkoły z oczekiwaniami nauczycieli, to było naprawdę karkołomne zadanie. Wywiązywała się z niego znakomicie. Wsłuchiwała się w artykułowane potrzeby, cierpliwie znosiła krytykę.

Wylansowała w SOS-ie (wspólnie z Kasią Grabowską) kulturę kawy. Zbierała fundusze. Zaopatrywała szanowne grono w wyśmienite kawy, ale również herbaty i mieszanki ziołowe. Dbała o to, żeby pomieszczenia kuchenne przypominały kuchnię, a nie chlew.

Przepracowała w SOS-ie dwie dekady. Sporo w ciągu tych lat jeździła po świecie. Dużo  zobaczyła, masę przeżyła. Przeczytała wiele książek (bywało, że irańskich), obejrzała wiele filmów (zdarzało się, że koreańskich). Doświadczenia podróży, lektur i widzianych obrazów filmowych przekładały się na formę i treść jej lekcji. Dzięki niej wielki świat częściej gościł w SOS-ie.

Przepracowała w SOS-ie dwie dekady. W życiu człowieka to dużo. W życiu placówki oświatowej i opiekuńczej niekoniecznie. Wierzymy, że stworzy w kolejnych miejscach fajną jakość. I to będą te następne dekady. W SOS-ie zostanie tęsknota i pamięć.


Fotografie pochodzą z profilu fb MOS nr 1 SOS i z prfilu fb Patrycji Strippentow.































 

czwartek, 21 maja 2026

Szczury czy krasnale?

Nie jest to łatwe miasto. Ma za sobą przeszło tysiąc lat skomplikowanej historii. Przechodziło z rąk do rąk. Bywało siedzibą. Zdarzało mu się być stolicą. Aspirowało do roli królewskiej i cesarskiej metropolii. Dublowało inne miasta. Niszczono je i odbudowywano. Historia pozostawiła tu po sobie istny palimpsest. Wskutek tego niektóre fragmenty Wrocławia są ciężkostrawne, tak jak ciężkostrawne jest otoczenie Starówki czy tereny nad Odrą.

W tej opowieści nie odniesiemy się jednak do historii czy architektury Wrocławia. To nie one są problemem. Problemem jest władza. Żyjemy w epoce demokracji. I Wrocław również ma demokratyczną władzę. Wrocławiem rządzą szczury. Mają naprawdę silną reprezentację. Tutejsza populacja szczurów liczy ponad milion osobników, co daje od jednego do trzech gryzoni na jednego mieszkańca. Niektóre podwórza i ulice już do nich należą. Ich królestwem są śmietniki. Sporo ich widać nad Odrą. Szczur to zwierzę inteligentne i odporne. Przeczeka człowieka. Przejmie kontrolę nad miastem. To tylko kwestia czasu.

Szczury są bezkarne. Ale ich obecność jest bezdyskusyjna. Nie ukrywają się. Tymczasem we Wrocławiu działa również zakonspirowana oligarchia. Chodzi o odpowiednio przeszkolone, elitarne komando krasnali. Podobno jest ich tysiąc trzysta. Każdy z nich specjalizuje się w innej dziedzinie. Świadczą o tym imiona: Bankuś, Chlapibrzuch, Lunatyk, Moczypięta czy Pracz Odrzański. Krasnale opanowały już ścisłe centrum miasta. Z pozoru nieobecne, skutecznie monitorują rytm miejskiego życia. Są gotowe do błyskawicznego przewrotu. To tylko kwestia czasu.

To kto rządzi Wrocławiem: szczury czy krasnale? A może zawarły one miedzy sobą tajemną koalicję? Przejęci tą kwestią, postanowiliśmy zapoznać się z nią osobiście. Zorganizowaliśmy wyprawę badawczą do Wrocławia. Pracowaliśmy w terenie, w trudnych warunkach, w pocie czoła. Na ile przybliżyliśmy się do rozwiązania tego problemu oceńcie sami:

Czyli jednak szczury? No my mamy wątpliwości:



























niedziela, 19 kwietnia 2026

Równoległe światy skrinadyktów.

Chciałbym opowiedzieć Wam o skrinadyktach. Od lat obserwuję ich na ulicach mojego miasta i w środkach miejskiego transportu. Nie tylko obserwuję: zważywszy, że skrinadykci są niesterowni i nieprzewidywalni, musiałem opanować cały katalog zwodów i uników, które chronią mnie przed nimi „na mieście”. W mojej szkole też widzę wielu skrinadyktów.

Kto to jest skrinadykta? Definicja jest prosta. Skrinadykta trzyma twarz face to face ekranu, utrzymując z nim silny kontakt wzrokowy i równie silny kontakt emocjonalny. Tworzy z ekranem jedność, co skutecznie uniemożliwia mu obserwację najbliższego otoczenia i nawiązywanie kontaktów społecznych. Skrinadykta jest zresztą przeświadczony, że to świat ekranowy jest realny i bardziej atrakcyjny niż wszystko co dzieje się poza ekranem. Skrinadyktów nie ma „tu i teraz”. Niezależnie od zapewnień w rodzaju „ja pana słucham” (tak często mówią moi uczniowie), są nieobecni. W jakim świecie ich szukać?

Idąc spać skrinadykta pozostawia swój ekran w pobliżu: w nocy mogą przyjść ważne powiadomienia. Ponadto rano trzeba będzie sprawdzić social media. W ciągu dnia skrinadykta ogarnia wiele aplikacji: trzeba dowiedzieć się, co się dzieje w mieście, jaka będzie pogoda, jak stoi waluta i ile tej waluty pozostało na koncie. Skulskrinadykta  ma dodatkowe obowiązki: musi zerknąć na plan lekcji i ogłoszenia dyrekcji. Poza tym są jeszcze przecież gry i seriale. Opisane tu czynności zajmują skrinadykcie cały dzień. Skulskrinadykta próbuje wykonywać je również w szkole. W czasie przerw jest to stosunkowo łatwe. W czasie lekcji wymaga sprytu i swoistej ekwilibrystyki.

Czy zwróciliście uwagę (słusznie zakładam, że spora część z Was to skrinadykci), że pytaniem na powitanie nie jest w naszych czasach: „cześć, co słychać?”, tylko: „czy ma ktoś ładowarkę do Samsunga?”. Jeśli komuś (o zgrozo) rzeczywiście rozładuje się telefon, czuje się odcięty od wszelkiej wiedzy i istotnych kontaktów, tak jakby to on był rozładowany, a nie urządzenie.

Kiedy patrzę na skrinadyktów w metrze czy w mojej szkole, biorąc pod uwagę powtarzalność i seryjność wykonywanych przez nich czynności czuję się tak jakbym miał do czynienia z jakąś tajemniczą sektą. No bo pomyślcie: jedni siedzą niemal bez ruchu i wpatrują się w ekran tak jak w świętą ikonę. Może czekają na sygnał z jakiejś tajemniczej, umieszczonej w zaświatach centrali, gotowi wykonać każde jej polecenie? Drudzy przesuwają nieustająco po ekranie palcem, od dołu do góry. Ci wyglądają na znudzonych, co nie znaczy, że gotowi są swój ekran wygasić albo wyłączyć. Ta nuda najwyraźniej ich żywi. Jeszcze inni (ci mają wypieki na twarzy) uderzają chaotycznie w ekran, wydając z siebie nieartykułowane dźwięki. Zupełnie jakby grali na bębnach, wpędzając się w wielogodzinny trans. Skrinadykci wybuchają co i raz niezrozumiałym dla otoczenia śmiechem.

Dokąd zaprowadzą nas skrinadykci? Może do jakichś światów równoległych, kto wie. Co będzie z życiem społecznym, zapytacie? Porzućcie obawy, przecież łączy nas sieć.

Wasz utajony skrinadykta.


Fotografie pochodzą, a jakże, z sieci.