Blog
„Ludzie SOS-u zmieniają świat” będzie obchodził wkrótce swoje szóste urodziny.
Zamieściłem na nim półtora setki postów. Nie wydaje mi się jednak, aby moja
wiedza o SOS-ie w ciągu tych lat znacząco wzrosła. Lista osób, o których chciałbym
albo powinienem napisać wciąż się wydłuża. Nie wiem, na ile starczy mi siły i
cierpliwości. Wiem, że napiszę posta o Robercie Grabowskim.
Robert
jest w porządku. Nie robi wokół siebie zamieszania. Wiadomo, czego można się po
nim spodziewać. Jest stabilny. Emanuje siłą spokoju. To dużo w przypadku
wychowawcy i nauczyciela, a zwłaszcza nauczyciela WF-u. Robert jest
pryncypialny. Ma kręgosłup moralny. Potrafi wypunktować lenistwo lub
niestosowne zachowanie. Nie uprawia kurtuazji, ale trzyma się zasad kultury. Zawsze
gotów do rozmowy. Chętnie udzieli rady, tak podopiecznym, jak i współpracownikom.
Orientuje się w wielu kwestiach, więc jego rady są konkretne i praktyczne.
Robert to łebski gość. W dyskusji nie da się go zapędzić w kozi róg. Nie
poddaje się modom. Unika nowomowy. Zachowuje dystans i chłodną głowę.
Robert
dobrze się sprawdza w pracy zespołowej. Od dwudziestu lat uprawia wspólnie z
Pawłem Sidorczukiem poletko aktywności fizycznej (WF, SKS, mecze towarzyskie i
turnieje). W większości spraw zgadzają
się ze sobą. Starają się zachęcić uczniów do sportu i ruchu, pokazując płynące
z nich pożytki. Mobilizują, indywidualizują, dostosowują. Wspierają tych
nielicznych, którzy zamierzają rozwijać sportowe kariery. Swego czasu zaszczepili licznym podopiecznym miłość do unihokeja.
Robert
dobrze się sprawdza w pracy wychowawczej. Uzupełniał się twórczo w prowadzeniu
klas ze świetnymi socjoterapeutkami (Ula Grodzka, Bożena Kamińska, Ania
Krzewska). Aktualnie tworzy ambitną parę wychowawczą z Karoliną Madej. Towarzyszy
swoim klasom we wszystkich ważnych dla nich wydarzeniach.
Robert to łebski gość (chyba już o tym wspominałem). Ukończył studia geograficzne i od
roku występuje w SOS-ie w roli nauczyciela geografii. W polskiej edukacji
pojawia się co jakiś czas postulat dwuprzedmiotowości. W jego przypadku w grę
wchodzi bardzo oryginalna dwuprzedmiotowość.
Robert umie się uśmiechać (zwróćcie uwagę na załączone fotografie). Równie swobodnie czuje się w dresie i w garniturze. Zaraz, zaraz, jak to się kiedyś nazywało? Wdzięk? Szyk? Elegancja? I to, i to, i to.
P.S. Przed laty prowadzona
przez Pawła i Roberta drużyna piłki nożnej „rządziła” przez kilka lat w
Warszawskiej Lidze Piłki Nożnej Ośrodków Wychowawczych i Domów Dziecka,
zdobywając najwyższe trofea. Gwiazdami tej ekipy byli: Marcin Gajowiak, Konrad
Marciniak, Filip Płodzień, Tomek Procyk i Radek Sikorski. Bramki bronił
(obowiązkowo w okularach!) Adrian „Sokół” Sierzputowski. Z kolei Karol
Olszewski i Bartek Kozłowski wygrywali w cuglach turnieje tenisa stołowego.
Gablota z pucharami wywalczonymi przez zawodników z SOS-u w tamtych czasach,
stoi po dziś dzień w Klubie przy ulicy Różanej. Epoka „różana” również
przyniosła kilka trofeów.
Fotografie pochodzą z sosowych profilów FB.

























