Przepracowała
w SOS-ie dwie dekady. Nigdy nie pchała się na pierwszy plan. Nie szukała
atencji. Po cichu i cierpliwie robiła swoją robotę. Uczyła angielskiego. Ma
swój ogromny udział w wyśrubowaniu na wysoki poziom nauczania języków obcych w LXI
LO. Częściej zdarzało jej się pracować z grupami mniej zaawansowanymi. I to
jest właśnie prawdziwa sztuka - pomóc w podniesieniu kompetencji tym, którym
uczenie się niekoniecznie idzie „jak z płatka”. Umiała to robić.
Przepracowała w SOS-ie dwie dekady. Ma ogromny
temperament. Nie wierzycie? Popatrzcie na zdjęcia i filmy ze studniówek! Ma
ogromny temperament, ale ma w sobie również coś tonizującego. Działa
stabilizująco. Nie sposób przypomnieć sobie awantury z jej udziałem. Nie sposób
przypomnieć sobie, żeby uczniowie się na nią skarżyli, choć było wiadomo, że
ciśnie.
Przepracowała
w SOS-ie dwie dekady. Również jako wychowawczyni. Cierpliwie słuchała młodych, rozmawiała,
tłumaczyła. Wszyscy wiedzieli, że zna życie i można z nią pogadać na każdy
temat. Osiągnęła mistrzostwo w dyscyplinie „praca w parach”. Współtworzyła
niezapomniane duety wychowawcze z Teresą Gnoińską, Marianką Zawadzką, Antkiem
Strzemiecznym, a w ostatnim czasie z Gosią Sieradzką. Stała się mentorką kolejnego pokolenia anglistów.
Przepracowała
w SOS-ie dwie dekady. Ma zmysł estetyczny. Lubi aranżować przestrzenie, lubi
zajmować się roślinami. Sale lekcyjne, w których działała (sala 103 przy
Rzymowskiego, sala 220 przy Różanej) miały swój charakter. Stopniowo robiły się
„przyjemne dla oka” i przytulne. Było w nich jak w domu.
Przepracowała
w SOS-ie dwie dekady. Przez wiele lat trudziła się nad planem lekcji. Pogodzić
wymóg sensownego funkcjonowania szkoły z oczekiwaniami nauczycieli, to było
naprawdę karkołomne zadanie. Wywiązywała się z niego znakomicie. Wsłuchiwała
się w artykułowane potrzeby, cierpliwie znosiła krytykę.
Wylansowała
w SOS-ie (wspólnie z Kasią Grabowską) kulturę kawy. Zbierała fundusze. Zaopatrywała
szanowne grono w wyśmienite kawy, ale również herbaty i mieszanki ziołowe.
Dbała o to, żeby pomieszczenia kuchenne przypominały kuchnię, a nie chlew.
Przepracowała
w SOS-ie dwie dekady. Sporo w ciągu tych lat jeździła po świecie. Dużo zobaczyła, masę przeżyła. Przeczytała wiele
książek (bywało, że irańskich), obejrzała wiele filmów (zdarzało się, że
koreańskich). Doświadczenia podróży, lektur i widzianych obrazów filmowych
przekładały się na formę i treść jej lekcji. Dzięki niej wielki świat częściej
gościł w SOS-ie.
Przepracowała
w SOS-ie dwie dekady. W życiu człowieka to dużo. W życiu placówki oświatowej i
opiekuńczej niekoniecznie. Wierzymy, że stworzy w kolejnych miejscach fajną
jakość. I to będą te następne dekady. W SOS-ie zostanie tęsknota i pamięć.








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz